FANDOM


Autor: Kośka

"Moje Dzieciństwo"
Brak obrazka.jpg
Seria Pamiętniki Kraahkan
Narracja w pierwszej osobie
Główny bohater Kraahkana Kraahkan
Miejsce akcji Igni-Nui
Autorzy Kośka
Długość: 5
 


Pierwsze dniEdytuj

  • Pierwszą rzeczą, jaką pamiętam, była moja matka. To z resztą chyba oczywiste. Jej piękne, brązowe oczy spoglądały na mnie z radością. To było tuż po moich narodzinach. Później przychodził do nas ojciec. On też wydawał się bardzo sympatyczny. Jego oczy czasami wydawały mi się purpurowe. Ciekawiło mnie, czy moje też kiedyś takie będą. Często nas odwiedzał, kilka razy dziennie.
  • Nauka odbierania cudzych myśli nie była dla mnie trudna. Dlatego też, kiedy pewnego razu rodzice „rozmawiali”, udało mi się odebrać prawie wszystko. Trudno mi było zrozumieć, o czym „mówią”, ale nadal pamiętam:
  • „Pokładam w nim wielkie nadzieje, moja droga.” – przekazywał ojciec z uśmiechem. – „Kiedyś zostanie królem. Królem Mroku, drugim Teridaxem...”
  • „Nie będzie królem...” – delikatnie zaprzeczyła matka.
  • „Dlaczegoż miałby nim nie być?” – zdziwił się ojciec. – „Kim w takim razie będzie?”
  • „Królową” – matka dobrze wiedziała, co odpowiedzieć.
  • Istotnie. Ojciec był nastawiony na to, że będzie miał syna, tymczasem trafiła mu się córka. Nie wiedziałam, dlaczego, ale czułam się winna, mimo, że nie miałam wpływu na to, kim będę.
  • Bardzo wcześnie nauczyłam się formułować odpowiednie myśli, ale większość pojęć była dla mnie abstrakcyjna. Wkrótce jednak poznałam nowe pojęcia. Dowiedziałam się, że matka to „matka”, a ojciec to „ojciec”. Prawie jednocześnie dowiedziałam się, że oni mnie nazywają „córką”. Wiedziałam też, co to jest to, co nas otacza. Nazywali to „cieniem”...

Pierwszy raz na zewnątrzEdytuj

  • Nie znałam pojęcia światła. Przynajmniej nie silnego. Od początku matka powtarzała mi, że na zewnątrz jest niebezpiecznie. Tego też nie rozumiałam. Na zewnątrz? To znaczy gdzie?
  • Pewnego razu ojciec postanowił, że zabierze mnie na trochę poza jaskinię. Byłam uradowana tą wiadomością. Kiedy tylko zbliżyliśmy się do końca tunelu, coś bardzo... dziwnego sprawiło, że zaczęły mnie boleć oczy. Białego, jasnego? Nie znałam tych pojęć.
  • Wpięłam się w grzbiet ojca. Po chwili zobaczyłam, rysujące się w tym dziwnym czymś, kształty. Ojciec wyjaśnił, że to coś nazywa się „światło” i że światło jest „jasne” i „białe”. Wspomniał jeszcze, że jego też to „drażni”. Jeszcze nie wiedziałam, co dokładnie oznacza „światło”, ale wkrótce miał mi to wyjaśnić.
  • Zza czarnej skały, „czarna” i „skała” dobrze znałam, wyłonił się „Obcy”. Tak ojciec nazywał tych, którzy nie byli nim, matką lub mną. Przynajmniej tak nazywał ich przy mnie.
  • Czerwonawe ciało stworzenia bardzo mnie zdziwiło. Wcześniej myślałam, że purpurowe mogą być tylko oczy. Wyglądał niebezpiecznie, miał wielkie zęby i oczy bardzo dziwnego koloru. Wtedy pierwszy raz usłyszałam mowę. Nie rozumiałam, co mówi, bo rodzice mnie nie uczyli słów, tylko pojęć. Dość, że ojciec posmutniał. Właściwie, to coś innego, ale nie znałam wtedy pojęcia „zdenerwowany”, albo „zły”.
  • Obcy zaczął lecieć za nami. Bałam się, że może nam zrobić krzywdę.
  • „Czego on chce?” – moje myśli były przepełnione lękiem.
  • „Niczego” – ojciec starał się mnie uspokoić. – „Nie bój się”.
  • Dowiedziałam się więc, że „bałam się”. Dopiero później dowiedziałam się, że prościej to nazywać „strachem”.
  • Inny leciał za nami przez cały czas. W pewnym momencie wydał z siebie coś niesamowicie głośnego. Niemiłosiernie zabolały mnie uszy.
  • „Nie wrzeszcz tak!” – odebrałam myśl ojca, którą skierował do Obcego. – „Można ogłuchnąć!”
  • Ojciec przyśpieszył. Naturalnie zgubił Obcego, ponieważ Obcy miał o wiele mniejsze skrzydła.
  • Moje oczy powoli przyzwyczajały się do światła. Widziałam liczne formacje skalne, a nawet kilkakrotnie małe jeziora.
  • „Co to takiego?” – zapytałam z ciekawością.
  • „Nie rozumiem. O co pytasz?” – czułam, że ojciec nie rozumie.
  • Wtedy dowiedziałam się, że ojciec ma słaby wzrok. Słaby na powierzchni. Nie widział dobrze w świetle, podobnie jak ja. Dlatego od razu chciał mi pokazać powierzchnię, żeby mnie światło nie oślepiało.
  • Kiedy wróciliśmy, rozmyślałam o cudach powierzchni. Ciekawiły mnie, chociaż światło nadal nieco drażniło moje oczy...

TowarzystwoEdytuj

  • Zapewne uważacie, że nie miałam żadnych rówieśników? Otóż miałam. W głębiach tuneli krył się... cały podziemny dom. Było tam bardzo wiele mniej lub bardziej podobnych do nas nietoperzy. Okazało się, że na powierzchnię prowadzi wiele przejść. Po prostu inni latali innymi drogami.
  • Nie potrzebowałam wiele czasu, żeby poznać kilka rówieśniczek. Często „rozmawiałyśmy”. Okazywało się, że mój ojciec jest najważniejszą osobą w naszej osadzie. Zwracano się do niego zwykle „Panie” lub „Makuto”, co oznacza kogoś wysoko postawionego. Twierdziły, że jestem „księżniczką”. Nie do końca rozumiałam o co chodzi.
  • Często okazywało się, że moje rówieśniczki nie widziały jeszcze powierzchni. Tak więc opowiadałam im o niej. „To, co nas otacza tam jest inne. Tam jest światło, inne niż cień. Cień jest czarny, a to coś jest jego przeciwieństwem; jest białe”. Moje towarzyszki zabaw lubiły moje opowieści. Wierzyły mi, choć to wszystko było dla nich niezrozumiałe, tak jak dla mnie kiedyś.
  • Cóż, nie zawsze jednak tak było. Kilka z moich przyjaciółek znało światło jeszcze lepiej niż ja. Potrafiły je dobrze opisać. „Cień jest na jednym końcu tunelu, przez tunel staje się coraz mniej czarny i ciemny, po czym zaczyna zmieniać się w światło, które z kolei jest białe i jasne”. Sądzę, że przedstawienie tego w taki sposób jest prostsze do zrozumienia.
  • Niektóre też opowiadały mi o owym Obcym. Okazało się, że ma na imię Khear. Jest postrachem nieba. Siłą woli niszczy co mu się podoba. On jednak chce tylko swojego dobra i nie jest zdolny do współpracy. On nie założył rodziny...
  • Poznałam też opowieści o tajemniczych lotnikach. Nie należeli do naszego klanu, choć mieli kilka wspólnych cech z nami. Czasami się bałam, ale pocieszałam się tym, że nas jest więcej...

Moje pierwsze polowanieEdytuj

  • Rosłam i powoli dojrzewałam. Moje niemowlęce pazurki urosły na tyle, żebym mogła zacząć się uczyć, jak się bronić. Moje małe skrzydełka również urosły. Ojciec uważał, że mogę już latać.
  • Zabrał mnie na koniec tunelu. Rozprostowałam skrzydła. Bałam się, ale wiedziałam, że to musi nadejść. Skoczyłam.
  • Początkowo unosiłam się z wiatrem na skrzydłach przedramion, ale po chwili, kiedy już się nieco oswoiłam z lotem, zaczęłam machać też tymi na ramionach. Wydawało mi się, że lecę bardzo szybko, ale ojciec latał szybciej. Po prostu nie byłam przyzwyczajona.
  • W brew pozorom nie byłam jeszcze taka duża. Nadal byłam o ponad połowę mniejsza od ojca, ale jednak byłam nieco większa niż kiedyś.
  • Mój pierwszy lot nie trwał długo. Szybko zmęczyły mnie tak szybkie uderzenia skrzydłami. Nie wiedziałam, że nie muszę uderzać tak mocno.
  • Jeszcze tego dnia miałam po raz pierwszy zapolować. Poznałam inne wyjście z jaskiń. Na zewnątrz jednak nie było światła. Ojciec wyjaśnił mi, że to jest „noc”, i że tylko za „dnia” jest światło.
  • Powoli szybowałam, rozglądając się za pierwszym celem. Dostrzegłam nieduże stworzenie gdzieś w skałach. Jak najciszej podleciałam do niego. Zorientowało się, że jestem za nim. Zaczęło uciekać, lecz zdążyłam je chwycić wpół.
  • Ojciec był zadowolony z mojej zdobyczy. Stwierdził, że jestem stworzona do polowania...

Pierwsze zagrożenieEdytuj

  • Dobrze pamiętam, jak pewnego razu wędrowaliśmy sobie z tatą, dowiedziałam się, że to oznacza to samo, co ojciec, po powierzchni. Wtedy zobaczyłam... Białe stworzenie, bardzo dziwne. Jego skrzydła były sztywne, kanciaste i nienaturalnie gładkie. Spojrzał groźnie na tatę. Uniósł długi kij, rozdwojony na końcu. Z jego zakończenia wystrzeliła oślepiająco biała kula światła. Tacie ledwo udało się uchylić.
  • Rozpoczęła się walka. Nie mogłam patrzeć, jak ten biały nie uczciwie miota z tatę świetliste pociski i ostre odłamki jakiejś przezroczystej rzeczy. Z płaczem skoczyłam w ich stronę. Kij, którym walczył biały, wypadł mu z rąk i upadł na ziemię tak daleko, że nie mógł go dosięgnąć.
  • Leżał na tacie, jednak teraz nie miał tej nieuczciwej przewagi. Tata silnie pchnął go w przód. Spadł w jakiś dół. Miałam nadzieję, że nie wróci, ale zaraz wzleciał w górę, nie poruszając skrzydłami. Z oczu nadal płynęły mi łzy. Bardzo się bałam.
  • Biały stwór podniósł kij. Tym razem wycelował we mnie. Tata jednak nie pozwolił na to, żeby mnie trafił. Rzucił się w moją stronę, aby wypchnąć mnie z toru lotu ostrych okruchów. Zraniły mu jedno ze skrzydeł. Chwyciłam niewielki kamień i prawie na oślep rzuciłam w białą istotę. Trafiłam w skrzydło, które niby nie zostało zranione, a jednak biały spadł na dół.
  • Razem z tatą wróciliśmy do domu tak szybko, jak było to możliwe. Dowiedziałam się, że ten stwór nie jest nawet Ignikiem, lecz jednym z okrutnych Toa. Stwierdziłam, że następnym razem wolałabym go nie spotkać. Postanowiłam, że będę zbierać kamienie. To dawało jaką taką szansę na to, że znowu się uda...

Pierwszy CieńEdytuj

  • Parę dni później zbierałam kamyki z powierzchni. Była ze mną jedna z moich przyjaciółek, Gakea. Obydwie lubiłyśmy kamyki. Szczególnie czerwone i niebieskie.
  • Usłyszałam huk. Spojrzałam za siebie. W naszym kierunku leciał... Toa o barwie przeciwnej do czerwieni. Nie miał skrzydeł, jedynie długie rury przyczepione do nóg. Przynajmniej tak mi się wydawało. Znowu poczułam strach. Gakea znała moje historie, więc zgodnie z logiką, podniosła kamyk i rzuciła. Mimo, że trafiła, to Toa nic się nie stało. On użył miecza, jednak w taki sam sposób, jak biały. Jednak on strzelał raz za razem.
  • Nie wiedziałam, co robić. Odległość między mną, a kulami była coraz mniejsza. Zasłoniłam się dłonią, to był odruch. Pocisk zniknął. Wokół mojej dłoni unosiła się szara mgiełka. Słyszałam o czymś takim. Wiedziałam, że to jedna z wrodzonych umiejętność naszej rasy.
  • Uniosłam dłoń w kierunku Toa. Delikatna mgiełka powiększyła się i ruszyła z impetem w cel. Trafiła. Toa upadł na ziemię. Miałyśmy czas na ucieczkę.
  • Nie wiedziałam, jak mi się udało przywołać Cień, ale nie udało mi się to, kiedy próbowałam podobnie ustawić dłoń. To było coś więcej...

NauczycielkaEdytuj

  • Pewnego razu chodziłam sobie po korytarzach podziemnego domu. Tam i z powrotem. Dosłownie wszędzie. W pewnym momencie zauważyłam nieznany sobie korytarz. Weszłam do środka. Wewnątrz siedziała jakaś dziwna istota... Wyglądała trochę jak niski Toa, tyle, że ze skrzydłami, podobnymi do tych, które mają Nasi. Barwy była też dość zwyczajnej. Prawie cała niebieska, skrzydła czarne i pomarańczowe oczy.
  • „Cień dobry” – przywitałam się.
  • „Cień dobry” – odparła tamta. – „Co tutaj robisz?”
  • „Jestem tu... przypadkiem.”
  • „Cóż, w porządku. Jak cię zwą?”
  • „Na imię mi Kraahkan.”
  • Wtedy ta dziwna istota zrobiła coś, czego się nie spodziewałam. Ukłoniła mi się.
  • „Jestem Hana. To zaszczyt cię poznać.”
  • „Dlaczego?” – niezbyt rozumiałam.
  • „Każdy cieszyłby się z poznania księżniczki” – wytłumaczyła (wyjaśniła byłoby cokolwiek bez sensu). – „Twój ojciec opowiadał mi o tobie.”
  • Od tamtej pory Hana była moją nauczycielką. Uczyła mnie głównie o otaczających nas istotach, między innymi tych, które spotkałam. Opowiadała mi też o Cieniu i o tym, jak go przywoływać. Polubiłam ją. Mimo, że nie zawsze rozumiałam, o co jej chodzi, lubiłam jej zagadki.
  • „Białe lub czarne. Szybkie lub powolne. Delikatne i jednocześnie silne” – powiedziała następnego dnia po tym, jak ją poznałam.
  • „Skrzydło” – odpowiedziałam po namyśle.
  • Opowiadała mi też o tym, co działo się przed moimi narodzinami. To od niej znam większość legend i opowieści. Jeszcze nie wiedziałam, jak mi się przyda wiedza, którą mi dawała...

TerraiEdytuj

  • Sporo czasu nic specjalnego się nie działo. Jednak, kiedy chodziłam sobie po powierzchni, dostrzegłam Toa, tego o barwie przeciwnej do czerwieni. Byłam sama.
  • Tradycyjnie wystrzelił kilka razy z miecza. W nadziei wyciągnęłam dłoń. Nic się nie stało. Nie byłam skupiona. Kule leciały obok siebie w taki sposób, że nie miałam jak uciekać. Zamknęły mnie wewnątrz sieci. Były już blisko.
  • Zza skały wyskoczyła jedna z Naszych. Wyciągnęła ręce. Wokół nic pojawiła się czysta ciemność. Kule odbiły się od czarnej tarczy. Teraz tajemnicza osoba chwyciła cały ten mrok i cisnęła nim w Toa. Nie trafiła, ale nie to było ważne. Obroniła mnie.
  • Była starsza ode mnie. Nieco wyższa, dużo dojrzalsza i widocznie bardziej doświadczona.
  • Toa wyciągnął w naszą stronę długi miecz. Powstał silny prąd powietrza, który przycisnął nas do skały. Nie mogłam nawet podnieść dłoni.
  • Ta obok mnie też nie mogła podnieść rąk. Jej oczy zaświeciły księżycowym blaskiem. Wiatr osłabł. Wyciągnęła ręce i sama cisnęła w Toa prąd powietrza. To dało nam szansę na ucieczkę.
  • Zastanawiałam się, czy zawsze będę uciekać. Jeszcze nigdy nikt nie uciekł przede mną...
  • „Witaj, Kraahkan” – rzekła. – „Jestem Terrai.”
  • „Cień dobry...” – wydało mi się to trochę dziwne.
  • Terrai widocznie nie była tym zdziwiona. Ona nie była dzieckiem i zdawałam sobie z tego sprawę. Zastanawiałam się, skąd się tam wzięła...
  • Słyszałam od Hany, że można wykorzystywać nie tylko Cień, ale również moc Kanohi. Wyglądało na to, że Terrai znała już jej siłę, jej kanohi. Pamiętałam dobrze: „Avsa, kanohi absorpcji; pozwala na absorpcję energii i połączenie jej ze swoją”. Zastanawiałam sie, kiedy ja odkryję swoją kanohi...

Legendy stają się prawdąEdytuj

  • Ostatnio nie wychodziliśmy na powierzchnię. Woleliśmy nie ryzykować. Czytałam kroniki i zbierałam różne ciekawe rzeczy.
  • Właśnie czytałam sobie o tajemniczym Tetridaxie, który pochodził z Archipelagu Drugiego Ducha, jednak był wzorem dla nas wszystkich. Poczułam silny wstrząs. Potem następny.
  • Wstałam i podeszłam bliżej tunelu wejściowego. Usłyszałam ten dźwięk... Strzał świetlny. Podniosłam alarm. Jednak nie umiałam na taką odległość przekazywać swoich myśli, więc krzyknęłam. To wyszło mi całkiem nie źle.
  • Po chwili przylecieli inni. Wylatywali na zewnątrz i tam pewnie zaczynali walczyć. Również wyleciałam. Stało tam pięć Toa. Ten o barwie przeciwnej do czerwieni, ten białe, o barwie ziemi, a także dwaj inni. Jeden o kolorze przeciwnym do błękitu, a także srebrny.
  • Kiedy mnie zobaczyli, natychmiast skierowali całą broń, ku mnie. Wystrzelili świetlne pociski. Ledwie zrobiłam unik. Uniosłam dłoń, skierowaną w kierunku jaskini. Zamachnęłam się, a razem z moją dłonią i część cienia z jaskini. Trafiłam tego o barwie przeciwnej do błękitu. Najwyraźniej było to dość skuteczne.
  • Ten srebrny wystrzelił dużo celniej. Nie zdążyłam. Trafił mnie. Ten straszliwy, okropny ból... Spadałam bezwładna. Schwyciła mnie matka. Miałam zamknięte oczy, ale nadal słyszałam kolejne wystrzały. Zastanawiałam się, czy na prawdę chodziło im o mnie, czy też zostałam trafiona przypadkiem...

KsiężycEdytuj

  • Ocknęłam się. Wokół nie było żywej duszy. Bałam się. To przecież oznaczało, że prócz mnie nikt nie zdołał się uratować. Albo daleko uciekli.
  • Rozprostowałam skrzydła. Nie wiedziałam, gdzie mogą być, ale instynktownie kierowałam się tam, gdzie prowadził mnie węch. Po chwili jednak trop się urwał. Nie wiedziałam, co robić.
  • Wróciłam do jaskini. Było już ciemno. Postanowiłam poczekać w jedynym miejscu, do którego wpadałoby światło. Do Podziemnego Jeziora.
  • Tej nocy była pełnia. Spojrzałam na księżyc, zanurzona w wodzie. Poczułam się dziwnie. Jakbym słyszała czyiś głos... „Strzeż się”. Podniosłam dłoń. Wydawało mi się, że mogę dotknąć srebrnej tarczy...
  • Rano nadal widziałam księżyc, co było dziwne. Nie wydawało mi się, żeby było aż tak wcześnie. Ale najwyraźniej to był jeden z tych dni, kiedy był widoczny jeszcze o wschodzie. Rozprostowałam skrzydła. Silnie machnęłam nimi, żeby nieco odmoknąć. Wyleciałam z jaskini.
  • Na zewnątrz dostrzegłam coś jaskrawego. To byli Toa...
  • Ten przeciwny do błękitu wystrzelił. Zrobiłam zgrabny unik. Podniosłam obie dłonie. Czarny pocisk chybił celu. Następna kula, wystrzelona przez przeciwnego do czerwonego, prawie mnie trafił. Wpadłam do środka jaskini. Toa wlecieli do środka.
  • Bałam się. Było ich zbyt dużo. Uniosłam dłoń. Woda z jeziora podniosła się i uderzyła w moich wrogów. Nie pamiętałam, żebym wiedziała coś o kontroli wody. Zacisnęłam pięść, w nadziei uformowania mroku w kulę. Woda zabulgotała. Całe słupy cieczy zaczęły podnosić się i uderzać w Toa.
  • Otworzyłam dłoń. Teraz się udało. Mrok uformował się w coś w rodzaju macek i chwycił Toa.
  • Zanurzyłam się w mrok. Znowu uciekłam...

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki