FANDOM


Autor: Kośka

"Początki"
Brak obrazka
Seria Opowieści Krwi
Narracja w trzeciej osobie
Główny bohater Vahiki,Jala
Miejsce akcji Igni–Nui
Autorzy Kośka
Długość: 4
 


  • Toa zwany Vahikim trenował ciężko. W końcu udało mu się w miarę dobrze współpracować z Nye, jego duchem. Ćwiczył na wszystkim, na czym mógł. Zajęło mu to dwa dni.
  • „Dobrze” – pomyślała Jala.
  • Za Olfką szła Nigera z koralami. Tak jak poprzednio zmieniła żwir w czarne ptaki.
  • Jala podniosła rękę, w której pojawiła się mgiełka ducha. Nakreśliła nim w powietrzu kształt swojej sylwetki, który zbliżył się do niej. Przez ułamek sekundy nie było jej widać w blasku. Pojawiła się z czarnymi kręgami wokół oczu, czerwonymi skrzydłami i szponami u nóg.
  • Srebrny spojrzał na nią. Wiedział, że zrobiła to inaczej, ale początkowo zastanawiał się, co zrobiła inaczej. Po chwili zrozumiał. Przywołał Nye i przejechał mgłą po swoich ramionach, głowie i zbroi. W jednej chwili jego źrenice się powiększyły, a jego zbroja zmieniła się w lekką kolczugę. Czuł się dziwnie, ale nie czuł już tego rozdarcia.
  • Usłyszał cichy szelest. Skoczył, jednocześnie obracając się i uderzając mieczem. Wyraźnie miał lepszy słuch i większy refleks. Był też znacznie zwinniejszy.


  • – Co to było? – zapytał, kiedy skończył trening.
  • „Widzisz, ta technika, której nauczyłeś się wcześniej, polegała na dodania ducha do swojego. Ale w ten sposób możesz czuć się nieswojo, poza tym to niezdrowe mieć dwie dusze w jednym ciele. Można jednak dawać dusze przedmiotom, które zyskują większe możliwości, zyskują część ducha. A to było właśnie danie ducha ciału, a nie dodaniu go do swojej świadomości.”
  • – Jak na kogoś, kto jest niemową strasznie dużo mówisz.
  • „A ty mówisz bardzo mało, jak na kogoś, kto mówić potrafi”


  • – Chcę się widzieć w przywódcą – powiedziała.
  • – Nie dostaliśmy polecenia cię wpuszczać.
  • – Ale dostaniecie – powiedziała.
  • – Tak, macie ją wpuścić – powiedział goniec, który właśnie się zbliżał.
  • – Dobrze. A teraz gdzie wasz przywódca?
  • Odpowiedzieli, że prawdopodobnie właśnie teraz jest na błoniach. Tam też poszła.


  • Nauczycielka i jej uczeń usłyszeli czyiś głos. Odwrócili się.
  • – Make? – zdziwił się Vahiki.
  • – Vahiki? Gdzieś ty się podziewał? – zapytała Toa.
  • – To długa historia...
  • – A ona to kto? – spojrzała z ukosa na Jalę.
  • – To jest... Moja nauczycielka.
  • Make nie mogła powstrzymać się od śmiechu. W końcu uspokoiła się.
  • – Humor ci wrócił?
  • – Nie, to na prawdę moja nauczycielka. Na imię jej Jala.
  • – To ona? – uniosła brew. – Spodziewałam się kogoś... starszego... Ale do rzeczy. Skoro już cię odnalazłam, to możemy wracać.
  • – Czeka mnie jeszcze wiele nauki.
  • – Nie żartuj, wracamy.
  • – Nie. Jeśli nie zostaniesz tutaj, będziesz musiała iść beze mnie.
  • – Co to to nie – zmarszczyła brwi. – Zostaję.


  • Srebrny klęczał na trawie z zamkniętymi oczami. Było cicho, słychać było jedynie lekki wiaterek. Mocno zacisnął powieki i otworzył oczy. Były złote. Rozglądnął się, jednak wokół niczego nie było. Wyskoczył jak sprężyna i silnym ruchem ręki oraz całą masą ciała przygniótł niewidoczny obiekt. Duch pojawił się.
  • Uczył się właśnie różnych rodzajów Ciała Martwego, a to były Oczy Ducha. Udało mu się, był z siebie zadowolony. Usłyszał szelest. Była to kolejna z technik, jakie nieco udoskonalił, słyszał uszami swego ducha.
  • Szybki skok, błyskawiczna Dusza Ciała, przeciwnik padł na ziemię. A była to Make, która właśnie ćwiczyła skradanie się.
  • – Wiesz, chyba za bardzo się wczuwasz – powiedziała.
  • On jednak jedynie warknął i „wyjął” ducha ze swojego ciała. Odwrócił się i zaczął wolno iść.
  • – Hej, mówię do ciebie!
  • Szedł nadal. Make z wyrazem oburzenia na twarzy posłała mu błyskawicę pod nogi. On nawet nie zatrzymał nogi, szedł nadal. Kiedy chwilę przedtem stal na niej, widziała w jego oczach, że coś jest nie tak.
  • Toa Błyskawic nie miała zamiaru godzić się z tym, co się dzieje. Posłała krąg błyskawic. Teraz już się zatrzymał. Odwrócił głowę. Uniósł dłoń i pojawiła się w niej mgiełka ducha, która w jednej chwili ukształtowała się w miecz. Była to jego własna technika, Falujące Ostrze. Uderzył w krąg błyskawic, ostrze wchłonęło je, a on poszedł dalej.
  • Vahiki czuł, że potrzebuje przeciwnika. Zobaczył Jalę. Jego potrzeba bycia najlepszym była silniejsza od szacunku dla niej. Przeniósł energię ostrza i Nye do swojego ciała. Skoczył.
  • Jala jednak była zawsze przygotowana. Trzymała w ręku niewielki kamyk. Przeniosła do niego jakiegoś ducha i rzuciła nim w Toa. Kiedy kamyk uderzył do w bok, wokół pojawiła się żółtawa bariera. Była to technika Podwójnego Ciała, której Srebrny nie znał, a więc nie mógł się przed nią bronić.
  • „Przepraszam, ale nie mogę inaczej” – pomyślała.
  • Gepard rzucał się, drapał, warczał. Po chwili wokół pojawiło się wielu innych członków Bractwa.
  • – Co się z nim stało? – pytali jeden przez drugiego.
  • „Jego Korzeń działa w dysharmonii” – pomyślała Jala. – „Minie trochę czasu, zanim się uspokoi...”


  • Wielki wojownik w czarnej zbroi podszedł do Jali.
  • – Witaj – powiedział.
  • „Witaj, Terrai” – pomyślała.
  • – Słyszałam o tym, że szkolicie tu Wojowników Ducha.
  • „To prawda”
  • – Słyszałam też, że jeden tak się w to wczuł, że stracił rozum.
  • „To już nie jest prawda. To chwilowa utrata zmysłów, nie szaleństwo”
  • – Jestem tu właśnie z powodu tej mocy, która powala posiadaczy na kolana. Chcę jej spróbować...


  • – Po co to? Przecież wiesz, że to ja wygram.
  • – Nie wiem, po co to, ale wiem, że wygram ja.
  • Dwa głosy wykrzyczały dwa zaklęcia. Podbiegły do siebie, szarżując. Uderzały o swoje tarcze, a z każdym uderzeniem wkładały w to więcej mocy. To uderzenie wielkich szponów, to morderczego cepa. Ale obydwie były dobre. Ich energia stawała się tak mocna, że jej kontury zaczynały być widoczne. Niebieskawa energia Akai, Zachodniej Fali, oraz czerwonawa energia Terrai, Cienistej Szarży.
  • – Me-re! – krzyknęły obydwie. Obydwie wzmacniały ośrodki i manachi. – Hy-ra! – tu każda z nich uderzyła nogą. – Mu-hra!!!
  • W tym momencie straciły panowanie nad sobą. Uderzały najsilniej, jak potrafiły, wkładały w to zbyt wiele sił. Ich tarcze przestawały wytrzymywać bez duchów, które operowałyby dawaną im mocą. Ale i to w końcu zauważyły. Wydały duchom polecenie.
  • Walka weszła na wyższy poziom. Tarcze połączyły się z bronią, tworząc ogromne Podwójne Ciała. Jednak manachi Oka ujarzmił Korzeń i zmniejszyły pola. Dzięki temu ich uderzenia stały się jeszcze silniejsze. Ale żadna nie chciała odpuścić.
  • Nagle poczuły niesamowicie silne uderzenie. Broń wypadła im z rąk, a one same zostały odepchnięte o kilka dzid. Między nimi stała istota o wielkich skrzydłach, ginąca w świetle.
  • – Kiedyś przyjaciółki, a teraz tak zacięte rywalki? – uśmiechnęła się.
  • Była to Venus. Wydawało im się, że tak właśnie wygląda Największa Istota, ale oczywiście nią nie była. Zmieniła ją jej praca i starania, obowiązki i chęci. Archanioł miękko wylądował na ziemi.
  • – Rywalizujcie, ale nie zabijajcie się – powiedziała z wyrzutem.
  • – Nic ci do tego! – powiedziały obydwie i podniosły się, trzymając broń, do której zdążyły się doczołgać.
  • Dwa zaklęcia... Nic. Koniec mocy, zużyły już całą.
  • – Rozejm? – zapytały wszystkie trzy. – Rozejm.


  • Minęły już dwa miesiące, odkąd Akaia i Terrai dołączyły do Bractwa. Srebrny musiał przerwać naukę technik walki i skupić się na harmonii swoich manachi.
  • Tej nocy nikt nie mógł zasnąć. Niby nikt nie hałasował, ani nic takiego, a jednak nie mogli spać. Jala wstała i podeszła do okna. Otworzyła oczy ze zdziwienia i wyszła na dwór. Po chwili ktoś inny wyszedł i jeszcze ktoś inny... Wszyscy czuli to...
  • Księżyc był w pełni. W pewnym momencie zaczął znikać. Działo się to wolno, ale nikt nie miał co robić, więc patrzyli w niebo. Srebrna tarcza znikała, a kiedy miała całkiem zniknąć, stała się czerwona. Widać było, że to nie przypadek. Wokół czerwonej tarczy tkwiło pięć gwiazd.
  • – Co one oznaczają? – zapytał ktoś.
  • „To” – pomyślała, wskazując na którąś z nich – „jest Gwiazda Natchnienia. To Gwiazda Pracy. A to są Gwiazdy Wytrwałości, Siły i... Władzy” – tu przerwała. – A więc zaczęło się. Teraz każdy będzie musiał udowodnić swoją wartość. Bo niewielu zyska Nagrodę...”
  • Tej nocy każdy dostał dobrą radę, różnokolorowe chusty z różnymi symbolami i bransolety z kryształami. Wszyscy wiedzieli, że coś się zaczyna...


  • To był pierwszy przeciwnik Srebrnego, który cieszył się, że odzyskał swoją moc. Nie wyglądał na silnego, ale z całą pewnością mógł być zwinny. Zaczęli od zwykłego Ciała Martwego. Srebrny na palcach prawej dłoni, które zmieniły się w szpony, a jego przeciwnik na mieczu, któremu pojawiło się drugie, ledwie dostrzegalne ostrze. Pierwsze uderzenie. „Słaby jest” – pomyślał Srebrny. Spróbował swojej mocy Czasu, ale zaraz spostrzegł, że na doskonale działające manachi przeciwnika to nie działa. Przyśpieszył więc siebie i uderzył całą siłą, w locie zmieniając się w geparda. Nie spodziewał się, że jego przeciwnik po pierwszym prawdziwym uderzeniu nie będzie się mógł podnieść. Wygrał.
  • Srebrny spojrzał na słońce. „Może jeszcze zdążę na walkę Make...” – szepnął do siebie. Zdążył. Toa Błyskawic nie nosiła tego miana od parady. Wraz ze swoim duchem maga była doskonała w walce. Ich wspólną specjalnością były pioruny. Bawiła się z przeciwnikiem. Był dość silny, ale po kilku uderzeniach zaczął tracić pewność siebie. Nie zdążył nawet dobrze zamienić Ciała Martwego na Jedność Ducha, bez której nie miał żadnych szans, bo Toa wykończyła go doskonale wycelowanym strzałem.
  • – Nieźle – powiedział Srebrny. – Ale mogłaś się z nim nie bawić.
  • – Robię to jak chcę. Martw się tym, z nim jutro się zmierzysz.
  • – Z kim? A w ogóle, to skąd wiesz?
  • – Z tą słynną nigerą, która zmienia żwir w ptaki. Wiesz, czasem opłaca się czytać.
  • – CZYTAĆ???
  • – Tak. Co, nie mów, że nie wiedziałeś? To już jest na tej wielkiej skale.


  • Vahiki klęczał i przesuwał palce po srebrnych koralach. Modlił się do Iden–Nui, chciał pozbyć się błędu Drugiego Ducha. Ale widać Dobry Duch nie chciał modłów...
  • – Vahiki? Za chwilę...
  • – Idę... – powiedział po odłożeniu korali.
  • Nigera była silna. Przywoływała dziesiątki ptaków. Jednak Vahiki nauczył się czegoś. Wziął do ręki kamień i rzucił w przeciwniczkę. Zagęszczona energia wypłynęła poza kamyk i uwięziła ją. Wtedy wokół pojawiła się półprzezroczysta powłoka. Wtedy jednak musiał walczyć bez ducha, ale energia, którą przeniósł do włóczni wystarczyła.
  • Jala, siedząca na wysokim kamieniu patrzyła na to z zaciekawieniem. Wiedziała już wcześniej, jaki będzie wynik...


  • – Make, chcesz, czy nie, teraz jesteśmy ty i ja – powiedział Vahiki na chwilę przed walką.
  • – Wiem. My dwoje. Jeszcze.
  • Toa Błyskawic posłała kulisty piorun. Vahiki podniósł rękę. Kiedy dym po uderzeniu opadł, Make zobaczyła, że w dłoni trzyma złotą mgłę mocy elementarnej. Podniósł ją ku niebu, a chmura została wchłonięta przez powietrze.
  • Walczył bez mocy. Używał za to Podwójnego Ciała, dwóch drewnianych mieczy. W końcu jednak Make powaliła go na ziemię i rozkazała mu poddać się. Wtedy uniósł rękę w górę. Ten sam wiatr, który zabrał mu moc Czasu dał mu jakąś inną. Wchłonął ją i zwiększył ostrze jeszcze bardziej. Zagęścił je jak nigdy dotąd i ciął z niewiarygodną siłą. Nawet perfekcyjnie wycelowane błyskawice Make nic nie dały. Wygrał.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki