FANDOM


Autor: Kośka

"Pewna bitwa"
Brak obrazka.jpg
Seria Opowieści Krwi
Narracja w trzeciej osobie
Główny bohater Venus, Jala
Miejsce akcji Igni–Nui
Autorzy Kośka
Długość: 3
 


  • Jala leżała na plaży, grzejąc się w słońcu. Miała na sobie, dość powszechne na zachodzie, perflabili.
  • Od kilku dni były z Venus nad morzem. Nie było jakiegoś ważnego powodu, podróżowały to tu, to tam. Zwiedzały wyspę, niewiele poza tym.
  • – Więc co u was? – spytała Venus jednego z tutejszych Toran.
  • – Nie najgorzej. Ale ostatnio... Dość często ktoś choruje.
  • – A... Jak często?
  • – No... Przynajmniej kilka osób dziennie.
  • – Na jakim obszarze?
  • – No... Tu. W okolicy.
  • – No, no! Pierwszy raz od dawna coś mnie na prawdę zadziwiło. Trzeba będzie się tym zająć...
  • Kraahkana spojrzała w niebo. Nie było w nim nic szczególnego, ot, zwykłe błękitne niebo. Zastanawiała się, co mogło spowodować taką epidemię. „Hmm... Wiem na pewno, że to nie Toa” – zaśmiała się przez nos.
  • Jala otworzyła oczy i uśmiechnęła się. Uśmiechała się dość często odkąd skończyła się ich przygoda z Kanohi Nui. Jej dziecięca buzia wyglądała słodko, kiedy się uśmiechała. Venus zawsze przypominało to moment, w którym pierwszy raz mała się uśmiechnęła i dała pierwszy raz się do niej przytuliła. Jak do matki...
  • Olfka wstała. Wszystko robiła powoli, a ta czynność nie była wyjątkiem. Wzięła w dłoń piasku i wypuściła go rzadką mgłą. Odwróciła głowę w stronę morza i natychmiast spojrzała na Venus.
  • – Co się stało?
  • Dziewczynka zwróciła głowę ku falom. Venus zmrużyła oczy. Przez wodę dostrzegła kilka niewyraźnych, prawie niewidocznych kształtów. Z wody wyłonił się stalowy hełm. To był... szkielet. Zwykły szkielet humanoida, ale poruszał się. Sam.
  • – Kanohi Tryna... – szepnęła Kraahkan.
  • Szkielet wyszedł z wody, a za nim szedł szereg innych. W rękach mieli zniszczone tarcze i nieco wyszczerbione miecze. Niektóre były białe, inne szare, żółtawe...
  • Venus wyciągnęła miecz i nakreśliła nim koło. Cięciem wykreśliła jego średnicę. Koło z płomieni uwypukliło się z obu stron i zaświeciło niby słońce. Jasne promienie światła jednak nie były widać szkodliwe dla szkieletów. „No tak... Skoro świeci słońce, a oni tu są...”
  • Szkielety szły jak gdyby nigdy nic. Szereg za szeregiem, jeden przy drugim, zwartą grupą. Venus zadrżała, ich równy marsz sprawiał wrażenie, że są jedną istotą.
  • Jala cofnęła się o krok i kolejny krok... Powoli, bez emocji. Bo do czego potrzebne są emocje, kiedy stoi się w cieniu śmierci?


  • Szeregi szkieletów szły już nie tylko przez plażę, ale przez łąki. Nie szli lasem, bo jest bardzo nie wygodny dla zbrojnych. To była spora wada oddziału nieumarłych.
  • Jala szła leśną ścieżką, rozglądając się za Akaią. Dostrzegła jakąś postać, która na jej widok odwróciła się i zaczęła się zbliżać. Olfka stanęła w miejscu. Doskonale wiedziała, że Akaia nigdy nie podeszłaby do niej bez potrzeby.
  • Szybki skok, niski krzyk i Jalę trzymała jakaś zakapturzona postać. Straciła przytomność.
  • Kiedy Olfka się ocknęła, siedziała przywiązana do krzesła w jakimś nieznanym sobie pomieszczeniu. Obok siedział młody mężczyzna w czarnym płaszczu, który wpatrywał się w nią. Spojrzała na niego pytająco.
  • – Tak... Nie wiesz, po co tu jesteś – powiedział, uśmiechając się nieprzyjemnie. – Tak, tak, powodów jest kilka. Twoja inteligencja mi przeszkadza, bo widzisz... Strażniczki nie mogą znaleźć źródła siły swojego wroga. Po drugie... No cóż... Czasami lubię sobie porwać jakąś dziewczynę... Ale później niestety będę musiał cię zabić... A szkoda...


  • – Terrai, mamy problem – rzekła Venus.
  • – Tak, wiem. U nas to samo. Ciągle choroby – westchnęła.
  • – Nie, gorzej. Nieumarli. W dodatku odporni na światło.
  • – A co to za problem? Przypalisz ich i tyle.
  • – To nie jest takie proste. Widzisz, oni są uzbrojeni. Poza tym jest ich całe mrowie.
  • – No to mamy problem...
  • – Idź, poszukaj Akai. Powinna coś o tym wiedzieć.
  • Terrai poszła pierwszą z brzegu drogą. Venus wzbiła się w powietrze. Zobaczyła, jak ciemna smuga armii nieumarłych przesuwała się wgłąb lasu, tak powoli, jakby wycinali drzewa.
  • – Można by... Złapać ich w krzyżowy ogień... – szepnęła do siebie.


  • – Szkoda – mężczyzna zmarszczył brwi. – Ale trudno, szybciej zginiesz – ciemnowłosy wyciągnął sztylet. – Ale cóż to, czyżbym nie wyczuwał drżenia? Nie boisz się? A z resztą, bez strachu też da się zginąć.
  • Zamachnął się. Olfka lekkim ruchem chwyciła ostrze i spojrzała na jego szyję. Wisiał na niej srebrny medalion w kształcie głowy wilka z wyszczerzonymi kłami.
  • – Znasz ten znak? Z resztą... Nieważne – przełożył sztylet w drugą rękę, chwycił jej dłoń i uniósł ostrze. – I tak nie przeżyjesz dostatecznie długo, żeby komuś powiedzieć...


  • Wojownicy już czekali. Wielu, wielu wojowników, pod przywództwem Venus, Terrai i Akai. Każdy już uzbrojony, gotowy do walki. Przeciwnik nadchodził. Jak się okazało oprócz licznych szkieletów były też kościotrupy smoków, nekromanci, czarni magowie, mumie, wampiry, minotaury i inne podobne.
  • Rozpoczął się ostrzał. Akaia strzelała z łuku, powodując grad, Venus leciała i szykowała się do użycia techniki feniksów, a Terrai szła była w ciężkiej piechocie. Konni już się zetknęli. Po chwili wielkie kosy porozcinały konie i fenerakki.
  • – Nie przeżyjemy! – krzyknęła Terrai.
  • – Ale zginiemy broniąc Igni–Nui! – odkrzyknęła Venus.
  • Sytuacja stawała się coraz gorsza. Smoki siały wielkie zniszczenie nawet jako kościotrupy. Kolejni wojownicy ginęli od ich szponów. Żaden nie zadał więcej niż pięciu ciosów.
  • Na wzgórzu od strony lądu pojawiła się jakaś sylwetka, a za nią inne kształty.
  • – No nie, to oni nas złapali w krzyżowy ogień! – krzyknęła Venus.
  • Kształty stawały się coraz wyraźniejsze. Okazały się być... końmi. Złote, półprzezroczyste konie galopowały przez pole bitwy. Wyglądały, jakby były zrobione z gęstej mgły, rzadszej na krawędziach, targanej przez wiatr. Ich silne kopyta miażdżyły nieumarłych z wielką szybkością. Smoki sycząc cofały się i upadały, kiedy zbliżyły się trzy lub cztery konie. To był piękny widok.
  • Wszyscy patrzyli na wzgórze, zza którego wybiegały kolejne piękne konie, znikające w lesie. Rżały, a w ich rżeniu czuło się radość i chwałę. W końcu przestały stamtąd wybiegać, te, które już biegły z całą pewnością mogły same pokonać niedobitki.
  • Stworzenie, które nadal stało na wzgórzu, zeszło z niego. Osoba była dość niska, ale nie było jej dobrze widać w takim świetle. Blask opadł dopiero, kiedy ta osoba podeszła do szeregów armii żywych. Była to Jala.
  • Rżenie koni ucichło. Jala uśmiechnęła się.


  • – A więc... Twoim życzeniem nie było odpędzenie demona... – szepnęła Venus. – Chciałaś odzyskać... Uczucia...
  • Olfka skinęła głową.
  • Z ogniska wyłoniły się trzy złote feniksy, które rozbłysły i spłonęły złocistym ogniem. Wokół wiatr uformował się w kilka złotych faunów, które zaczęły tańczyć wokół ogniska.
  • – To są dusze?
  • Jala skinęła głową. Wokół pojawiały się centaury, olfy, driady i inne stworzenia. Wszystkie złote i utkane jakby z mgiełki krwi, wypływającej pod wodą.
  • – Ale nadal nie wiemy, czy nieumarli nie powrócą.
  • Dziewczynka wzruszyła ramionami i przyłożyła fujarkę do ust. Dusze zaczęły tańczyć w rytm muzyki. Były radosne i pełne życia, zupełnie, jakby były prawdziwe.
  • – Jak to jest przywoływać dusze? – zapytała nagle Venus.
  • Jala na chwilę przestała grać. Dusze patrzyły na nią wyczekująco. Niektóre rozpływały się w powietrzu. Podniosła lewą dłoń z wyprostowanym palcem wskazującym w geście mówiącym „a teraz spójrz”. Przyłożyła palce do instrumentu i znowu zaczęła grać. Dusze znowu zaczęły taniec, a te, które zniknęły, pojawiły się ponownie.
  • – A więc uczuciem? – kiwnęła głową, nadal grając. – Niezwykłe...

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki