FANDOM


Autor: Kośka

"Coraz dziwniej i dziwniej"
Brak obrazka
Seria Opowieści Krwi
Narracja w trzeciej osobie
Główny bohater Venus, Jala
Miejsce akcji Igni–Nui
Autorzy Kośka
Długość: 3
 


Coraz dziwniej i dziwniejEdytuj

  • Jala i Venus szły leśną dróżką, prowadzącą do niedużego leśnego miasteczka. Za nimi szło kilka dusz faunów, grających na fujarkach. Dźwięki charakterystycznej muzyki słychać było w całej okolicy. W końcu grupka dotarła do miasteczka.
  • Fenerakki, uwijające się tu i tam, przystanęły i spojrzały na dość nietypową gromadkę.
  • Olfka przestała grać, a fauny rozpłynęły się w powietrzu. Uśmiechnęła się do nich, podchodząc bliżej. Fenerakki szeptały między sobą słowa, wskazując głowami na fujarkę, trzymaną przez Olfkę.
  • Z cienia drzew wyłonił się jakiś ciemny kształt. Venus wyciągnęła rękę do tyłu, trzymając nie wiadomo kiedy wyciągnięty sztylet. Wojownik odziany w czerń odskoczył. Wykonał obrót w powietrzu, odbił się od drzewa i uderzył silnie sztyletem. W ziemię.
  • Ostrze przeszło przez Olfka jak przez iluzję. Bo to nie była Jala. Dusza Kemlona zniknęła. Wojownik odziany w czerń skoczył w krzaki i zniknął w lesie. Zza drzewa wyszła prawdziwa Jala.
  • – Kto u was zarządza? – spytała Venus.
  • Z tłumu wyszedł drobny, choć wyraźnie dość stary Fenerakk.
  • – Była tu Czarna Mgła? – potwierdzenie. – Gdzie? – kierunek Ko–Igni. – Lodowce? – zaprzeczenie. – A więc Po–Igni. No, dzięki za pomoc, ale na nas już czas.


  • Długo trwała podróż do Po–Igni. W drodze przez lodowce doskwierał im chłód większy nawet, niż kiedyś, kiedy razem szukały Kanohi Kraahkan. Padał śnieg, a wokół gdzie okiem sięgnąć był lód. Venus trudno było ogrzewać je przez cały czas, ale wiedziała, że bez wsparcia ze strony jej mocy nie uda im się przeżyć.
  • Jala otworzyła oczy. Venus spała. Olfka wzięła garnek i pokroiła olitor.
  • Do namiotu wsunął się koński łeb. Equa była duchem opiekuńczym Jali. Odkąd wędrowały po Lodowcach, zawsze szła pierwsza i przekazywała wieści o tym, co przed nimi. Zarżała cicho, ale głosem pełnym radości.
  • Klaczka wyszła z namiotu. Venus powoli otworzyła oczy. Uniosła palce i pod garnkiem pojawił się słaby ogieniek. Bardzo słaby ogieniek.


  • Szły już po skałach, tu było już Po–Igni. Wokół było nieco rzeźbień skalnych i wiele szczelin.
  • Bokiem szedł wojownik w żółtawej zbroi. Spojrzał spod płaskiego kapelusza z wikliny i uśmiechnął się.
  • – A wy dokąd? – zapytał.
  • – A kto pyta? – zmarszczyła się Venus.
  • Bakke, Toa Życia.
  • – Oh, Bakke. Nie wystarczyło ci, jak ci stopiłam zbroję i zerwałam tę twoją maskę?
  • – Ah... To ty jesteś... To dziwne Rahi... – uśmiechnął się złośliwie.
  • – Venus – burknęła.
  • – Opowiedziano mi, jak sobie poradziłaś z Axoni...
  • – I?
  • – I jestem pod wrażeniem.
  • – To świetnie, bywaj.
  • – Zaczekaj. Też szukam Czarnej Mgły.
  • – Bardzo się cieszę, a teraz bywaj.
  • Venus przyśpieszyła. Bakke zmarszczył brwi i podniósł dłoń, wykonując palcami drobne ruchy. Żwir pod nogami Kraahkany poruszył się i uformował w drobny próg. Venus zmarszczyła brwi. Stopień powiększył się, wchłaniając coraz więcej żwiru.
  • Jala odwróciła się i wolno podniosła dłoń. Powietrze zrobiło się jakby gęstsze i znikąd pojawiła się Equa. Wbiegła w żwir, który natychmiast rozwiał się.
  • – Jak to... – zaczął Bakke.
  • – Bardzo łatwo – uśmiechnęła się Venus. – Duch, który wejdzie w pole działania mocy Życia pochłania ją, materializując się.
  • W tym samym momencie, kiedy to mówiła, Equa wbiegła prosto na Bakke, przewracając go.
  • Toa podniósł głowę i zmarszczył brwi, kiedy zobaczył, że Venus i Jala już na niego nie zwracają uwagi i idą dalej. Podniósł Onudak i wystrzelił trzy wielkie pociski. Głośny wybuch, uśmiech. Wstał i poszedł swoją drogą.


  • „Już zginęłam?” – Venus otworzyła oczy, wydawało im się, że nie poruszała się od paru godzin. Leżała na ziemi, wokół nie było kamieni. Dokładne koło pustej przestrzeni. Obok klęczała Jala z dłońmi na wysokości ramion. Nad nimi wznosiła się przezroczysta powłoka energii.
  • Olfka osunęła się na ziemię. Venus przytuliła ją do siebie i zasnęła.


  • Szły od rana. Wokół tylko skały i żwir, miejscami piasek. Było gorąco i bardzo duszno.
  • Venus przysiadła na ziemi, oddychając ciężko. Jala przyłożyła do ust fujarkę i zaczęła grać. Obok pojawiła się dusza młodej rusałki. Dziewczynka wzięła miecz Venus i wyciągnęła prawą rękę. Złota mgła rusałki powędrowała do jej dłoni. Przyłożyła ją do miecza, uniosła go oburącz i z całych sił uderzyła w ziemię.
  • Po chwili spod miecza wypłynęła złota woda. Czysta, chłodna woda, tyle, że innej barwy.
  • – Przyszła tutaj i dlatego umarła... – szepnęła Venus. – Z braku wody?
  • Jala pokiwała głową. Złota mgła, która nadal unosiła się wokół miecza powoli słabła. Olfka przejechała dłonią po rękojeści i złota mgła uformowała się z powrotem w rusałkę, która zaraz znikła.
  • Dziewczynka nagle otworzyła szeroko oczy i upadła na ziemię. Venus chwyciła ją i pogładziła ją po głowie. Spojrzała na wodę, płynącą po skale...


  • W końcu dotarły do rzeki. Rzeka Neh była jedną z największych rzek Po–Igni. Jej woda była czysta i pitna. Venus skorzystała z okazji i napełniała naczynia wodą, przegotowując ją od razu.
  • Jala płynęła wzdłuż rzeki, odgarniając wodę tak, jak to robią żaby. Zanurkowała i rozejrzała się po dnie. Czuła, jak ryby wolno przepływają obok niej. Uśmiechnięta wynurzyła się. Położyła ręce na brzegu i spojrzała na Venus.
  • – Tak, martwię się – westchnęła. – Sądzę, że ktoś chce użyć mocy wszystkich żywiołów, aby otrzymać od nich życzenie. Wiesz, jak.
  • Olfka kiwnęła głową. Spojrzała na niebo. Z południa nadciągały ciemne chmury.
  • – Tak... Nie unikniemy ich...


  • Grupa postaci w czarnych kapturach nadciągała. Ale z drugiej strony biegły już dwie postaci... Akaia i Terrai. Inne, niż je pamiętały.
  • Akaia nie nosiła już miecza, ale wielkie potrójne ostrze, w lewej ręce trzymała zaś miotacz energii. Była też lepiej uzbrojona. Terrai miała zaś w prawej ręce ostrze i miotacz, a w lewej tarczę.
  • Nekromanci jak jedna istota unieśli dłonie i stworzyli ostrza z ciemnej energii. Szli równym krokiem, wywołując wrażenie armii nieumarłych.
  • Walki nie dało się już uniknąć, można było tylko liczyć na to, że jakimś cudem się uda...

Co dalejEdytuj

  • Grupa bardzo szybko je okrążyła. Po kilku minutach wojowniczki już osuwały się na kolana. Jala wytworzyła pole energii, ale nie utrzymała go długo, bo armia zbyt szybko w nie uderzała. W końcu i ona upadła.
  • Wszyscy zakapturzeni podnieśli dłonie. Z południa przyleciały cztery kościotrupy smoków. Nekromanci wzięli po każdą z nich na jednego i ruszyli. W drodze jeszcze ogłuszyli je ciemną energią.


  • Jala poczuła, że ktoś trącił ją w bok. Otworzyła oczy i wstała. Rozpoznawała to miejsce, byli przy Kamiennych Schodach. Nekromanta pchnął ją jeszcze raz, mocniej. Zeskoczyła z grzbietu smoka. Wokół widziała wiele smoków i wiele osób, które zostały porwane, jak i ona. Oprócz Venus, Terrai i Akai byli tam jeszcze Bakke, tajemniczy wojownik o srebrnych zdobieniach, wielki rycerz, od którego aż bił blask, Kraahtoka o spalonej twarzy, a także jastrzębia Jali, jakiś ciężkozbrojny i albinos.
  • Pierwszą pchnęli Venus. Później Akaię, jastrzębia, ciężkozbrojnego Torana i Terrai. Później wielki i świetlisty, spalony Kraahtoka, srebrzysty rycerz i Bakke. Na końcu popchnęli i ją. Otoczyły ich ciemne moce, wyciągające ku nim długie palce i jęcząc głosami potępieńców. Przestali nad sobą panować, ich moce wychodziły z nich w postaci energii tak silnej, że była widoczna. Wokół każdego z nich pojawił się taki wir, złożony z cienkich pierścieni, połączonych ze sobą.
  • Cienie rozdrapały święty napis na schodach. Jeden z Nekromantów wszedł na nie. Jedynie wokół Jali nie unosił się wir sił życiowych. Nekromanta zmarszczył brwi i uniósł rękę.
  • Otworzyła usta w bólu, i rozległ się jęk umarłych. To nie była ona, lecz ci, którzy stracili wolność dla tego zaklęcia. Otoczyły ją półprzezroczyste bladoniebieskie pierścienie. Czarny mag wszedł o stopień wyżej. Był już na szczycie. Uniósł ręce i wypowiadał nazwy kolejnych żywiołów w jakimś tajemniczym języku.
  • Oflka wolnym ruchem nakreśliła w powietrzu prostą linię. Wraz z tym ruchem powstawała złota klinga miecza. Powtórzyła ten ruch, w drugą stronę. Chwyciła oba ostrza i wolnym ruchem cofnęła jedno na wysokość głowy, drugim przejechała po jabłku Lesovikka.
  • – Nic z tego – szepnął chłodno i delikatnym ruchem odsunął ostrze od swojej szyi. – Ja już po to sięgam...
  • Nekromanta dał znak innym, a oni wielkim wysiłkiem rozwiali energię, trzymaną przez Olfkę. Zwiesiła głowę. Podniosła ją wolno i spojrzała w twarz maga.
  • Jej oczy były żółte. Podniosła rękę, błysnęły jak dwa małe słońca. Czarny mag zrobił się blady jak żyłki lodu. Wolnym krokiem zszedł ze schodów.
  • Pozostała dziesiątka przestawała wytrzymywać wysiłek tworzenia tak wielkiej energii. Jala weszła o stopień wyżej i podniosła głowę. Uśmiechnęła się, przez chwilę jeszcze stała, po czym zeszła. Kiedy mijała jakiś stopień, istota, stojąca na nim uwalniała się spod działania czaru.
  • Spojrzała na nekromantów, a oni spuścili głowy i odeszli, każdy swoim krokiem.


  • – Wiem, co dla mnie zrobiłaś... – powiedziała Venus. – Dziękuję... Ale... Skąd wiedziałaś?
  • Dziewczynka uśmiechnęła się. W powietrzu pojawił się złoty napis, złożony z ozdobnych liter: „Domyśliłam się”.


  • Minęło sporo czasu, dokładnie osiem księżyców. Venus nazwała je Ial i Dien. Później te i podobne imiona przybierali członkowie Bractwa Ducha.
  • Jednak to nie był koniec...

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki