FANDOM


Autor: Kośka

"Pierwsza Wielka Kanohi"
Brak obrazka
Seria Opowieści Kanohi Nui
Narracja w trzeciej osobie
Główny bohater Strażniczki Igni-Nui
Miejsce akcji Igni–Nui
Autorzy Kośka
Długość: 3
 


  • Kraahkan, Akaia i Terrai patrolowały dżungle Le–Igni. Nie było w tym patrolu nic szczególnego, od paru dni nic się nie działo. Do ich uszu dobiegł niespodziewany odgłos kroków. Paprocie zaszeleściły, aby za chwilę zamilknąć.
  • Przez chwilę żadna z nich się nie ruszała, oczekując na atak. W końcu Kraahkan podeszła do zarośli i rozsunęła je.
  • Na mchu leżała niewysoka istotka, okryta rozdartą przepaską z liści. Nie wyglądała ani jak Toran, bo ci są albo niżsi, albo wyżsi, ani jak Kraahkana, nie miała skrzydeł. Jej skóra była lekko czerwonawa. Widać było, że to nie efekt słońca, którego w dżunglach nie było wiele.
  • – Kolejny ranny – powiedziała Kraahkan.
  • – Czasami mam już tego dość – westchnęła Akaia. – W morzu nikt się nie przejmuje, kiedy widzi na wpół zjedzonego sąsiada, a tu nawet obcy wzbudzają litość.
  • Kraahkana wzięła stworzenie na ręce. Bezwładne ciało całe odchylone było w dół, ukazując ranę na szyi. Nie było wątpliwości, że to ślad pazurów Muaki.
  • – I pomyśleć, że to wszystko przez Toa... – westchnęła Terrai.
  • – Weszli ze zbrojami do naszego życia i nagle wszystko jest agresywne, tak? Ja nie widzę różnicy, w morzach ciągle jest tak samo.
  • – Nie tak samo. Myślisz, że Toa wprowadzili się wczoraj? A Proto-Smoki myślisz skąd się wzięły?
  • – Uciszcie się wreszcie, przerabiałyśmy to przedwczoraj – zakończyła Kraahkan.
  • Dziwnej rasy stworzenie, leżące na łóżku poderwało się do góry, oddychając ciężko. Głos również miało dość dziwny. Rozejrzało się, a kiedy zobaczyło Kraahkan, siedzącą obok, zaczęło się cofać.
  • – Nie bój się, tu jest bezpiecznie – powiedziała Kraahkana, mając niejakie trudności z mówieniem w taki sposób, żeby nie odnosiło się to do płci rozmówcy. – Możesz być... Nie obawiaj się.
  • Stworzenie nadal cofało się ze strachem na twarzy.
  • – Co się stało? – zapytała Kraahtoka najłagodniej, jak umiała, próbując wejść do wspomnień przestraszonej istotki. – Możesz mi zaufać.
  • Wspomnienia jednak były nie do sforsowania. Kanohi Heruk nie była rzeczą, która wystarcza do takich rzeczy.
  • Kraahkan wyszła zrezygnowana.
  • Przez trzy dni nic się nie dowiedziała. Trzy razy dziennie przynosiła do pokoju jedzenie, do którego nieufne stworzenie nie zbliżało się dopóki nie zostało same, a i wtedy z obawą. Drugiego dnia wieczorem strach nieco ustąpił, ponieważ wzięło coś do ręki, kiedy Kraahkan jeszcze nie wyszła.
  • Był już czwarty dzień od pojawienia się owego stworzenia, rano. Jak zwykle czekało i obawiało się jednocześnie. Kraahkan weszła do pokoju. Widziała, że nadal mało znane stworzenie prawie się nie boi. Pozwoliło jej się zbliżyć do siebie i postawić drewnianą tackę tuż obok. Ten fakt zdziwił Kraahkanę.
  • – Kim jesteś? – zapytała, nie wiedząc, czy powinna.
  • Siedząca na udzie istotka przez chwilę siedziała w bezruchu, nie odpowiadając. W końcu podniosło lewą dłoń i wskazało linię lekko wydłużonego ucha.
  • – Jesteś Olfem? – kiwnięcie głową. – Jak masz na imię?
  • Tu wahało się bardziej. W końcu jednak pokazała na palcach dziesięć, jeden, dwanaście i znowu jeden. Były to oczywiście kolejne litery. J, a, l i a, Jala.
  • – I co w końcu? – spytała Terrai.
  • – Ma na imię Jala i jest Olfem.
  • – Olfem? Dobre sobie! – krzyknęła Akaia. – Olfy są dużo wyższe. Poza tym już ich nie...
  • – Może to młoda Olfka? – przerwała jej Terrai.
  • – Przestańcie się kłócić. Czy któraś z was kiedykolwiek widziała Olfa? – cisza. – No to co się kłócicie?
  • – Ja tam nie wiem, czy to Olf, czy nie – zaczęła syrena. – Ale ja mam tego dość. Nie możesz się zajmować tylko nią!
  • – Mogę.
  • – Jesteś Strażniczką, masz obowiązki!
  • – Dokąd idziesz?
  • – Do tego Olfa.
  • Nie było to daleko. Jala pierwszy raz wyszła na zewnątrz, właśnie chodziła po niedużej polance. Oparzenia na jej skórze były już prawie niewidoczne. Odwróciła głowę jeszcze, kiedy Akaia była kilka Kio za nią.
  • – A teraz mów: kim jesteś i skąd się tu wzięłaś! – krzyknęła.
  • Dziewczynka pochyliła głowę i uniosła ręce w rozpaczliwym geście.
  • – No, gadaj! – powtórzyła Akaia, stawiając głośny krok.
  • Zza drzew wyłoniła się Kraahkan. Biegła, a to nie wróżyło niczego dobrego.
  • – Przestań, ona się boi!
  • – To co? Myślisz, że ja się nigdy nie bałam? I jakoś żyję!
  • Dopiero teraz Kraahkan zauważyła, że Jali już tam nie było.
  • – Jalu, zaczekaj – powiedziała Kraahkan, zauważając ją. – Dokąd idziesz?
  • Olfka niemal niedostrzegalnie wzruszyła ramionami, lekko kręcąc głową.
  • – Dżungla jest niebezpieczna...
  • Zza drzewa wyleciał jastrząb o długim dziobie. Szybkim lotem zanurkował w dół, łowiąc nieduży owoc mango, spadający na ziemię. Jego rude skrzydła zalśniły w promieniu słonecznym.
  • Jala lekko kiwnęła głową, wolno wyciągając lewą rękę.
  • Jastrząb usiadł na ręce dziewczynki i przełknął mango. Spojrzał na nią swoimi mądrymi oczyma o barwie ciemnej kory. Olfka pogładziła go pod dziobie. Ptak wydał z siebie cichy dźwięk swojej mowy.
  • – Kraahkan! – krzyknęła z daleka Terrai. – Kraahkan! Wiemy już, gdzie jest pierwsza Wielka Kanohi!
  • – Za chwilę! Jalu, proszę, zostań.
  • Mała Olfka lekko pokręciła głową. Oddaliła się, stawiając wolne kroki na opadłych liściach.
  • – Nie martw się, Kraahkan.
  • Kraahkan nie miała zamiaru słuchać Terrai. Wcale nie chciała siedzieć na zbyt szybkim dla niej Ussalu, który miał ją zaciągnąć na miejsce. Niósł ją do Ta–Igni, gdzie Terrai, używając materialnej Kanohi Eldy, wyczuła Wielką Kanohi Czasu.
  • Piękna i nieokiełznana puszcza zaczynała się przerzedzać. Jastrzębie ustępowały Infernavikom, a liście skałkom.
  • W końcu dotarły do wielkiej skały. Terrai użyła swojej Kanohi, żeby pochłonąć część skały. Wewnątrz było ciemno i wilgotno. Akaia spojrzała na Kraahkan wyczekująco. Kraahkana z niechęcią przywołała rząd drobnych płomyków.
  • Nagle wszystkie trzy usłyszały odgłosy walki, dochodzące z wnętrza jaskini. Uderzenie metalu o kamień. Pobiegły kamiennym korytarzem. Pierwsza była Kraahkan.
  • W wielkiej komnacie były tylko dwie osoby, ciężkozbrojny wojownik i osoba przyodziana w lekką przepaskę. To była Jala, szukająca wejścia, jednocześnie uciekając przed halabardnikiem.
  • Dopiero po chwili, kiedy oczy Kraahkany przyzwyczaiły się do mroku, zobaczyła drzwi, pokryte symbolami. Niemal bezszelestnie przemknęła się w tamtą stronę. „Powiedz, kim jesteś i wejdź”.
  • – Duchem Ognia. – nic się nie stało. – Kraahtoką – znów nic. – Bohaterką – drzwi ani drgnęły. – Igniką? Istotą myślącą?
  • Jala odskoczyła od wojownika.
  • Kraahkan spojrzała przez chwilę w jej oczy i zobaczyła, zobaczyła odpowiedź.
  • – Kraahkan?
  • Drzwi, pokryte wieloma symbolami zaczęły się powoli uchylać. Wewnątrz niewielkiego pomieszczenia był kamienny stół z kilkoma kamiennymi płytkami.
  • Terrai i Akaia już uderzały w halabardnika. Jala oderwała się od uników i podeszła do stołu. Przez chwilę tylko wpatrywała się w porozrzucane płytki, w końcu jednak włożyła odpowiednie płytki w odpowiednie otwory. Niski czworonóg w rzędzie z dużym dwunogiem, średnim trójnogiem i płaskim beznogiem, w takiej, a nie innej kolejności.
  • Kamienny stół zaczął się powoli obniżać, ukazując wejście do dalszej części jaskini. Wewnątrz była... pustka. Przez chwilę nikt nic nie robił, w końcu Kraahkan przywołała drobny ognik.
  • Na kamiennej ścianie widniał głęboko wyryty napis: „Znajdź to, co było”.
  • Przez chwilę Kraahkan i Jala myślały nad tymi słowami.
  • „Było... Nie jest napisane, kiedy... Więc na początku...” – odczytywała jej myśli Kraahtoka. – „Na początku był...”
  • – Na początku był chaos.
  • Ścianę rozdzieliła głęboka szczelina. Dwie części kamiennego bloku rozsunęły się w dwie strony. Wewnątrz, na podwyższeniu stała szara statuetka, pokryta błyszczącymi złotymi żyłkami. Kanohi Nui Vahi. Kraahkan wzięła ją do ręki.
  • Nagle sklepienie zatrzęsło się. Oczywiście, ostatnie zabezpieczenie. Kraahkana rozprostowała płaskie płaty skrzydeł. Rozglądnęła się. Kilka wielkich kamieni spadało prosto na nią. Zdążyła poruszyć się tylko na tyle, żeby uderzyły tuż obok, przez co wypuściła z rąk Kanohi.
  • – Kraahkan – westchnęła Terrai. – Myślałam, że już nie żyjesz.
  • – Żyję – mruknęła tamta. – Ale straciłam Kanohi.
  • – Trudno – wycedziła Akaia. – Najwyżej czas przestanie płynąć, nic więcej.
  • – Przestań, lepiej byś wzięła Eldę i poszukała Wielkiej Kanohi Cienia.
  • – Nie, Terrai. Ja muszę ją znaleźć – powiedziała Kraahkana.
  • Do uszu rozmawiających doszedł odgłos kroków. Po ciemnoszarych skałach szła Jala. Podeszła do nich i położyła przed nimi...
  • – Kanohi Nui Vahi??? – krzyknęła Akaia.
  • Dziewczynka skinęła głową. Odwróciła się i podniosła rękę, na której zaraz usiadł jastrząb. Jego pióra były pokryte popiołem.
  • Pierwsza ocknęła się Terrai. Założyła na twarz sztuczną Eldę i rozejrzała się. Wskazała w kierunku Ko–Igni. Zdjęła maskę i spojrzała po innych.
  • – Coś się stało? Hej, przecież mamy już jedną Wielką Kanohi, możemy mieć i drugą!

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki