FANDOM


Autor: Kośka

"Chłód"
Brak obrazka.jpg
Seria Opowieści Kanohi Nui
Narracja w trzeciej osobie
Główny bohater Strażniczki Igni-Nui
Miejsce akcji Igni–Nui
Autorzy Kośka
Długość: 2
 


  • Długa to była podróż. Po drodze najpierw często było duszno, a później były zamiecie. Jedyny plus sytuacji był taki, że początkowo szły wzdłuż Le–Igni, dzięki czemu zaopatrzyły się w ciepłą odzież.
  • Lód i śnieg nie były tam tylko fizycznie. Legendy mówiły jednak prawdę, lodowce Igni–Nui na prawdę zabierały pozytywne emocje, zostawał tylko smutek i ból. Dotknęło to wszystkich, no może prawie wszystkich.
  • Tego dnia było szczególnie zimno. Odłamki lodu wbijały się w zwierzęce skóry, a niektóre nawet przebijały się dalej, przez skórę Strażniczek. Jedynie Jali nie przeszkadzały, miała już tyle blizn, że ich nie liczyła i nie czuła.
  • W końcu dotarły do zamarzniętego jeziora, po którym ślizgały się grupki nartników śnieżnych. Lód był gruby, ale sprawiał wrażenie, że może się załamać pod ich ciężarem.
  • Kraahkan zastanowiła się, po czym uderzyła mieczem w lód, wkładając w to całą siłę. Lód pękał szybko, po chwili już kilka kier płynęło w zimnej wodzie.
  • – Zostań – powiedziała do Jali.
  • Strażniczka Ognia skoczyła do wody. Mało powiedzieć, że była lodowata, pływać w tej wodzie było gorzej, niż tkwić w bryle lodu. Jednak ona płynęła, powoli, ale płynęła.
  • W jasnej wodzie długo nie widziały niczego szczególnego. Jednak w pewnym momencie ich oczom ukazały się trzy paszcze wodnych bestii. Kraahkan nie mogła użyć mocy, było za zimno, musiała więc walczyć bez mocy.
  • Miecz nie był dobrą bronią, dlatego walka była długa i wyszła z niej w kiepskim stanie. Użyła swojej Heruk, żeby sprawdzić, co się dzieje na górze. Zorientowała się, że powinna wracać.
  • Na powierzchni stała Terrai, rozglądając się ze zdenerwowaniem.
  • – Gdzie jest Jala? – spytała Kraahkan.
  • Lekko zmarszczyła brwi, rozglądając się. Już penetrowała okolicę swoją Heruk.
  • – Pewnie chciała poszukać Kanohi Nui Kraahkan na własną rękę... – głośno myślała. – A moc Cienia można znaleźć tam, gdzie najzimniej...
  • Kraahkan uniosła rękę do góry. Ognisty wir zakręcił i wylądował gdzieś daleko. Kraahkana podleciała do tego miejsca. Wielka góra była już wilgotna, co potwierdzało, że to w nią trafił wir.
  • Wewnątrz białego lodu, pokrytego przezroczystą otoczką, znajdowała się kula z fioletową mgłą. Tuż obok niego w półleżącej pozycji tkwiła mała Olfka. Jej usta nadal były półotwarte, oczy zamknięte, a jej twarz była jak wykuta z marmuru.
  • Ciepłe dłonie Kraahtoki stopiły lód, który zmienił się w ciepłą parę. Wzięła leżącą dziewczynkę na ręce. Spojrzała jej w twarz. Nadal jak martwa, nadal blada, nadal zimna...
Chłód-1.png

Kraahkan na lodowcu, trzymająca Jalę na rękach

  • Z jasnego oka Kraahkan spłynęła łza, zostawiając na jej policzku ciemny ślad. Przytuliła dziewczynkę do piersi i zaczęła cicho łkać. Dopiero teraz poczuła, jak bardzo jej zależało na małej Olfce. Wcześniej jej współczuła, ale teraz wiedziała, że to coś więcej.
  • Kraahkan długo już klęczała już przed skalną jaskinią, płacząc nad Olfką. Przez śnieg przedzierały się Akaia i Terrai, jedna na falach, druga lecąc.
  • – Kraahkan – ucieszyła się Akaia, zmniejszając falę gorącej wody. – Znalazłaś Kanohi Cienia?
  • – A ty ciągle tylko o tych Kanohi...
  • – A o czym? Przecież po to tu jesteś, nie?
  • – Tak? Dla ciebie te głupie szklane kule są najważniejsze? – krzyczała przez łzy.
  • – Są warte więcej niż dziesiątki istnień – przypomniała Terrai.
  • – Nie są! – krzyknęła Kraahtoka. – Ona nie żyje, jesteście z siebie zadowolone?! I do tego doprowadziły te wasze Kanohi!!!
  • – Kraahkan, mówiłam ci już, że ta Olfka i tak by umarła, taki już jest los – powiedziała spokojnie Terrai.
  • – Nic mnie to nie obchodzi! – tuż nad lodem pojawiły się wielkie płomienie.
  • – Kraahkan... – zaczęła Akaia.
  • – Milcz! Ona... była wyjątkowa, ona potrafiłaby sama znaleźć te wszystkie Kanohi, ale one jej życia nie zwrócą!
  • – Masz rację – westchnęła syrena, gasząc ogień. – Mogłyby, ale nie powinny.
  • – Widzisz?! I po co ci one, skoro nawet nie chcesz ich użyć?! Mogłyśmy nigdy nie zacząć ich szukać!
  • – Wielka mi rzecz, jeden Olf więcej w krainie umarłych, coś się stało!?! – ryknęła Gatoka.
  • – Ona... Była wyjątkowa... Mądra, łagodna, bez skazy... – szepnęła Kraahtoka.
  • – Pogódź się z tym, Kraahkan, Jala nie żyje – powiedziała Terrai dobitnie.
  • – Nie! Ona... Ona nie może umrzeć... Jest zbyt młoda, zbyt doskonała...
  • – Kraahkan, dosyć tego. Przestań się nad nią użalać, życia jej nie zwrócisz – powiedziała syrena głosem do bólu poważnym. – Lepiej powiedz, gdzie ta Kanohi, to teraz ważne.
  • Kraahkan powoli wstała i wolnym krokiem poszła przed siebie.
  • – Dokąd idziesz? – zapytała Terrai.
  • – Tam, gdzie nie będzie was.
  • Mijały dnie. Kraahkan szła i szła, przez cały czas. Nie jadła, nie piła, nie spała. Przestawała być zwykłą Igniką, przestawała czuć głód, pragnienie, czy zmęczenie, niczym zjawa. W końcu dotarła do centrum Le–Igni.
  • – Jesteśmy – powiedziała cicho. – Z powrotem w domu.
  • Weszła na skalne schody i pierwszy raz wypuściła Olfkę z rąk. Powoli położyła jej ciało na jasnej, płaskiej skale.
  • – Wreszcie zaznasz spoczynku – szepnęła i odwróciła głowę, płacząc. – Tu, gdzie dokonywało się tyle cudów.
  • Kraahkan usłyszała jakiś dźwięk. Podniosła głowę. Przed nią stała Jala, bez żadnych ran, bez blizn. Była bardzo jasna, ale nie blada. Miała na sobie jasnoniebieską sukienkę bez rękawków. Uśmiechnęła się do Kraahkany, przechylając głowę.
  • – Jala... – szepnęła Kraahkan, próbując dotknąć jej dłoni. Nie mogła tego zrobić.
  • – Nie, jestem duszą – powiedziała głosem czystym i dźwięcznym. Mówiła w jakimś dziwnym języku, który Kraahkana teraz rozumiała. – Dziękuję ci.
  • – Za co...
  • – Za to, kim dla mnie byłaś. A teraz jestem tu z ważnego powodu. Chcę, żebyś podjęła decyzję.
  • – Jaką?
  • – Czy będziesz... – tu dusza Jali spojrzała na nią tak, że nie potrzebowała już mówić.
  • – Będę, obiecuję.
  • – Wobec tego mogę powrócić. Dziękuję ci, Venus.
  • Widziadło znikło. Kraahkan znowu stała nad leżącą na kamiennej płycie. Kraahkana pochyliła się nad nią i oburącz wsunęła jej chłodną dłoń w swoje, prawie gorące, palce. Twarz dziewczynki zaczynała nabierać rumieńców, a jej dłoń traciła zimno. Powoli otworzyła oczy. Podniosła głowę, widząc przy sobie Kraahkan.
  • – Jalu – szepnęła Kraahkana z radością. – Wróciłaś.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki